Teraz odtwarzane: Część 1
Części
Kilka słów, zanim posłuchasz
„Podnieś głowę” to książka napisana i zadedykowana specjalnie dla nas — dla kobiet, żon, matek, córek i partnerek, które uginając się pod ciężarem życia, stresu i poczucia winy, szukały fałszywej ulgi w alkoholu, lekach czy narkotykach.
Przede wszystkim lektura ta zdejmuje z nas ciężar wstydu, przypominając, że alkoholizm to po prostu choroba, z której można wyzdrowieć, a nie objaw braku moralności. Autorka bardzo celnie zwraca uwagę na to, że my, kobiety, jesteśmy o wiele surowiej oceniane przez społeczeństwo niż pijący mężczyźni — przez co bardziej się wstydzimy, staranniej ukrywamy nałóg w czterech ścianach i trudniej jest nam poprosić o pomoc. Często nasze otoczenie, a nawet lekarze, wolą udawać, że nie widzą picia, zrzucając wszystko na depresję, kłopoty rodzinne czy przepracowanie.
Książka boleśnie, ale trafnie tłumaczy, dlaczego w ogóle wpadamy w nałóg. Uświadamia, że uzależnienie to tak naprawdę ucieczka przed bólem i zadawnionymi krzywdami, które nierzadko nosimy w sobie jeszcze od dzieciństwa. Wiele z nas dorastało w braku akceptacji, przez co utraciłyśmy poczucie własnej wartości, nauczyłyśmy się wchodzenia w rolę ofiary i uwierzyłyśmy, że jesteśmy gorsze, a cierpienie po prostu nam się należy. Ponieważ nikt nie nauczył nas radzić sobie z trudnymi emocjami, zaczęłyśmy uciekać przed smutkiem, strachem i gniewem, zagłuszając je chemią. Inną wielką przeszkodą jest perfekcjonizm i myślenie „wszystko albo nic”, które paraliżuje lękiem przed porażką i zmianą.
Ewa Woydyłło daje jednak konkretne narzędzia i nadzieję. Uczy, że musimy przestać uciekać przed własnymi emocjami, a zamiast tego bezpiecznie je uwalniać. Wspaniałym sposobem jest prowadzenie „dzienniczka uczuć”, w którym codziennie i do bólu szczerze opisujemy żal, lęki czy złość — żeby wyrzucić te emocje na papier i nie musieć już topić ich w butelce.
Kolejną ogromnie ważną rzeczą jest siła i wsparcie innych kobiet. Z uzależnienia bardzo trudno wyjść w samotności. Książka zachęca do kobiecych grup wsparcia — takich jak kobiece mityngi AA — gdzie bez wstydu i lęku przed oceną można rozmawiać o sprawach intymnych, bolesnych lękach, a nierzadko o doznanej w domu przemocy. Odbudowanie samej siebie staje się o wiele łatwiejsze, gdy znajdziemy oparcie w takim „braterstwie sióstr” i będziemy uczyć się trzeźwego życia od innych trzeźwiejących kobiet.
Najważniejsze przesłanie, jakie z niej wyniosłam, brzmi:
„Trzeźwiej dla siebie”.
Nie dla męża, nie dla dzieci ani opinii sąsiadów — nasi bliscy przez lata choroby zostali zranieni, są pełni żalu i przez długi czas mogą nam po prostu nie ufać. Zrozumiałam, że na ich zaufanie będę musiała zapracować czynami, bo kolejne puste obietnice już nikomu nie wystarczą. Żeby wyzdrowieć, muszę wziąć stuprocentową odpowiedzialność za swoje życie. Ta książka uświadomiła mi, że zanim posklejam relacje z innymi, muszę zadbać o własną duszę, stać się najlepszą przyjaciółką dla samej siebie i — tak jak mówi tytuł — z godnością podnieść głowę.
Zrozumienie, że mój nałóg to objaw głębszych ran i lęków, a nie dowód na to, że jestem złym człowiekiem. Nauczyła mnie, że wyjście z uzależnienia wymaga stuprocentowej uczciwości wobec samej siebie i odrzucenia bycia ofiarą. Uświadomiła mi, że muszę przestać uciekać od trudnych emocji, a zamiast tego uczyć się o nich rozmawiać. Przede wszystkim zaś dała mi nadzieję, że powrót do zdrowia i ułożenie sobie dobrego, wartościowego życia jest możliwe — pod warunkiem że stanę się dla siebie samej najlepszą przyjaciółką i zacznę trzeźwieć dla siebie.